Artykuł sponsorowany

Od japońskiego portu do Europy — gdzie w transporcie auta powstają opóźnienia

Od japońskiego portu do Europy — gdzie w transporcie auta powstają opóźnienia

Zakupiony pojazd opuszcza plac japońskiego domu aukcyjnego i wyrusza w długą trasę do Europy. Pierwszym krokiem jest przewóz lądowy do głównego portu załadunkowego, gdzie zaczyna się najbardziej skomplikowany etap logistyczny. Stawką w tym procesie jest nie tylko bezpieczeństwo maszyny, ale przede wszystkim przewidywalność całego harmonogramu. Przez kilkadziesiąt dni rejsu maszyna pokonuje tysiące mil morskich, by ostatecznie dotrzeć na kontynent europejski. Zanim kierowca odbierze kluczyki, samochód musi przejść przez wieloetapowy łańcuch przeładunków i wnikliwych odpraw celnych.

Ro-Ro czy kontener – co wybrać w transporcie morskim?

Decyzja o metodzie frachtu bezpośrednio wpływa na harmonogram i stan techniczny sprowadzanego pojazdu. Popularny transport Ro-Ro opiera się na statkach przypominających pływające, wielopoziomowe parkingi. Auta wjeżdżają na pokład o własnych siłach, wykorzystując szerokie rampy załadunkowe. Taki system pozwala na znaczne przyspieszenie procedur załadunkowych w porcie startowym. Pojazdy pokonują jednak na własnych kołach dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów podczas rutynowych manewrów w ładowniach. Wystawienie na działanie soli morskiej to kolejne ryzyko dla nieosłoniętej karoserii.

Zupełnie inaczej wygląda spedycja w zamkniętych stalowych skrzyniach. Samochody trafiają do kontenerów za pomocą dźwigów, co eliminuje konieczność uruchamiania silnika w trakcie operacji portowych. Zabezpieczony w ten sposób ładunek zyskuje pełną ochronę przed zmiennymi warunkami atmosferycznymi i niechcianą wilgocią. Organizując sprowadzanie samochodów z japonii, specjaliści z firmy Jankescar Patryk Tatarczak dobierają metodę transportu do wartości i specyfiki danego modelu. Konteneryzacja zajmuje znacznie więcej czasu na etapie pakowania w terminalu. Rejs morski w obu przypadkach oscyluje wokół 30 do 60 dni.

Gdzie w łańcuchu logistycznym powstają opóźnienia?

Trasa z placu aukcyjnego do portów eksportowych w Yokohamie lub Nagoi zajmuje przeważnie od trzech do siedmiu dni. Szybkość tego etapu zależy głównie od odległości oraz bieżącej dostępności lokalnych przewoźników kołowych. Właściwy przestój zaczyna się w momencie oczekiwania na wolne miejsce na statku przypisanym do konkretnej linii. Napięte grafiki globalnych armatorów sprawiają, że pojazd czeka na załadunek nawet do dwóch pełnych tygodni. Przebycie oceanu to stosunkowo przewidywalna faza, chyba że na trasie wystąpią gwałtowne zjawiska pogodowe.

Znacznie trudniejszym etapem jest moment przybicia statku do europejskiego portu docelowego. Terminale w Bremerhaven czy Zeebrugge przyjmują każdego dnia tysiące wielkogabarytowych jednostek z całego świata. Nawet przy sprawnej obsłudze rozładunek i procedury terminalowe trwają od trzech do dziesięciu dni. Kolejka do dźwigów oraz szczegółowe odprawy celne to stały element logistyki importowej. Służby skrupulatnie weryfikują zgodność dokumentów przewozowych ze stanem faktycznym maszyny.

Zmienne czynniki sezonowe również mocno wpływają na harmonogram operacji portowych. Japońskie tajfuny występujące od sierpnia do października potrafią wstrzymać prace terminali na wiele dni. Przed okresem świątecznym w Europie często dochodzi do nagromadzenia ładunków, co skutkuje niewydolnością lokalnej infrastruktury. Zatory pogłębiają się również w momentach strajków pracowników największych stref przeładunkowych. Brak wystarczającej liczby operatorów suwnic czy błędy w dokumentacji celnej błyskawicznie przekładają się na tygodniowe opóźnienia w wydaniu auta.

Realny czas dostawy a dystans morski

Dystans pokonywany przez statek stanowi zaledwie jeden fragment skomplikowanej, logistycznej układanki. Samo przepłynięcie z Azji do Europy zajmuje ściśle określony czas, ale operacje portowe mocno zaburzają pierwotne harmonogramy. Sumując transport lądowy, oczekiwanie na załadunek, odprawy celne i ostateczny przewóz lawetą, otrzymujemy pełny obraz sytuacji. Czas spędzony na otwartym morzu odpowiada zaledwie za połowę całkowitego czasu potrzebnego na realizację importu.

Profesjonalna weryfikacja terminów i dogłębna znajomość procedur pozwalają zminimalizować ryzyko nieoczekiwanych postojów. Dzięki dziesięcioletniemu doświadczeniu firma Jankescar Patryk Tatarczak sprawnie zarządza tym złożonym procesem od początku do końca. Obsługa ponad dwóch tysięcy sprowadzonych aut pozwala skutecznie zapobiegać logistycznym wąskim gardłom. Właściwe przygotowanie dokumentacji eksportowej w Japonii znacznie przyspiesza późniejsze zwolnienie luksusowego mercedesa przez europejskie służby celne. Ostatecznie to sprawność operacyjna na lądzie decyduje o dacie dostarczenia klasyka pod dom nowego właściciela.